UŁ komentuje: Zapomniane słowa

fot. Maciej Andrzejewski, UŁ

UŁ komentuje: Zapomniane słowa

Opublikowany

Buńczuczny, fidrygałki, absztyfikant, bandałyga, lebiega, rozbisurmanić - kiedyś słowa popularne, dziś zapomniane lub szturmem powracające (np. na koszulkach). Dlaczego słowa wychodzą z użycia, czy jest w ogle oficjalna procedura z tym związana i dlaczego słowa wracają? O tym pisze i opowiada prof. Rafał Zarębski z Wydziału Filologicznego UŁ. Komentarz to początek naszego cyklu poświęconego zapomnianym słowom w języku polskim. 

W 1929 r. w serii Biblioteczka Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego ukazała się pierwsza część opracowania profesora Stanisława Szobera pt. Życie wyrazów. Powstawanie wyrazów (nowotwory swojskie i zapożyczenia). Część drugą, zatytułowaną Zamieranie i przemiany wyrazów opublikowano rok później. W opracowaniu autor zajął się na szerszą skalę zjawiskiem metaforycznie określanym jako życie wyrazów, choć sam fenomen ma charakter ponadczasowy i uniwersalny.

Pojawianie się, zanikanie, a także powroty i różnego rodzaju zmiany znaczeniowe pewnych słów, ich cząstek czy związków wyrazowych zdarzały się i się zdarzają na różnych etapach dziejów każdego języka. Pojawianie się nowych słów wynika z rozmaitych potrzeb nominacyjnych, z których najczęstszą jest ukazanie się, powstanie nowego desygnatu, pojęcia, zjawiska.

Użytkownicy języka radzą sobie w takich wypadkach zasadniczo na dwa sposoby. Albo wymyślają nowe słowa (tzw. neologizmy), czasem też istniejącym już wyrazom nadają nowy sens, albo ratują się zapożyczeniami z innych języków. Nasi przodkowie nie znali takich obiektów, jak samochód, radio, telefon, komórka (w znaczeniu ‘telefon przenośny’), komputer, laptop, wobec czego nie mieli nazw dla tych przedmiotów. Ich pojawienie się wymogło powołanie do istnienia bądź to neologizmów słowotwórczych (samochód), bądź znaczeniowych (komórka), czy wreszcie przyswojenie obcych pożyczek.

Na marginesie trzeba dodać, że, o ile dziś mówi się o zalewie polszczyzny zapożyczeniami angielskimi, o tyle takie fale zdarzały się niegdyś, na różnych etapach historii języka polskiego. W średniowieczu były to zapożyczenia niemieckie, od XVI w. na dużą skalę łacińskie, potem włoskie, francuskie, rosyjskie. Z tej całej masy utrzymały się nieliczne, zatem można sądzić, że podobny los spotka na przykład wiele słów znamiennych dla tzw. korpomowy, np. fokusować się, kejs (ang. case). Kto dziś pamięta o obecnych niegdyś w języku polskim, a dziś już zapomnianych, wyrazach pochodzenia francuskiego, np. antreprener ‘przedsiębiorca’, parol ‘słowo zobowiązania’, parapluj ‘parasol’, czy nawet znanym starszym użytkownikom emablować ‘o mężczyznach: otaczać szczególnymi względami kobietę’.

Zdarza się i tak, że jakiś wyraz czy inny element języka, który został zapożyczony w przeszłości, zostaje wyparty a w jego miejscu pojawia się inny, także o obcej proweniencji. Takie zmiany na dużą skalę dotykają na przykład znaczeniową kategorię intensyfikacji treści. Nasi przodkowie przejęli z greki za pośrednictwem łaciny przedrostek arcy-, który oznaczał m.in. ‘coś co jest najlepsze w swojej klasie’. Stąd w polszczyźnie XVI czy XVII wieku takie wyrazy, jak arcyapostoł, arcycelnik, a nawet arcyczarownica, arcyzłodziej, czy arcybękart. Potem w podobnej funkcji pojawiły się inne przedrostki, znaczeniowo bliskie, np. ultra- (ultrakatolik, ultranarodowiec, ultranowoczesny), hiper- (hiperwyzysk, hiperkrytycyzm) czy super- (supergwiazdor).

Dziś widzimy (zwłaszcza w języku młodszego pokolenia), jak tę przestrzeń zagarnia cząstka mega-. Stąd już nie superprodukcja, ale megaprodukcja i megafajny, a nawet po prostu mega. Tego typu zmiany dotyczą również pojedynczych wyrazów, o czym może świadczyć powolne schodzenie na drugi plan francuskiego z pochodzenia rzeczownika makijaż, w którego miejsce coraz częściej pojawia się angielski make-up.

Widać więc, że w życiu wyrazów może dojść do różnych, często nieprzewidywalnych zdarzeń. Ze zmianą stosunków społecznych wiąże się na przykład odejście w zapomnienie dużego zbioru nazw staropolskich danin, np. bobrownicze ‘danina prawa polskiego’, brzeżne ‘rodzaj opłaty’, butowe ‘opława od piwa i miodu’, chąsiebne// chąziebne ‘grzywna za kradzież’, dachowczanne ‘opłata od wybierania gliny na wyrób dachówek’ czy nazw urzędników, np. bobrowy ‘urzędnik sprawujący nadzór nad hodowlą bobrów’, cześnik ‘urzędnik, dostojnik; tytularny urzędnik ziemski, dawniej na dworze książęcym podający księciu kielichy’, koniuszy ‘urzędnik nadworny zarządzający stajnią królewską i stadninami króla’, łowczy ‘tytularny urzędnik ziemski, czuwający nad przebiegiem polowań w danej ziemi’, podkomorze (to nie literówka, w takiej formie używano tego słowa - przyp.red.) ‘urzędnik sądzący spory graniczne między szlachtą’, podczasze ‘urzędnik tytularny, sprawujący nadzór nad piwnicą i trunkami pana’, podsędek ‘urzędnik sądowy ziemstwa, zastępca sędziego ziemskiego’ czy nazw z zakresu pokrewieństwa i powinowactwa rodzinnego, np. zełwa, zełwica ‘siostra męża’, jątrew ‘żona brata męża’, dziewierz ‘brat męża’.

By wspomnieć tylko, że mało kto już dziś wie, jaka jest różnica między teściem a świekrem czy wujem a stryjem…

autor: prof. Rafał Zarębski
redakcja: Centrum Promocji UŁ

Udostępnij

Powiązane artykuły
To straszne słowo "polityka" - wybory samorządowe 2018

temu

Oglądając serwisy informacyjne, pokazujące przede wszystkim „starcie gigantów”, czyli pojedynek Patryka Jakiego (PiS) z Rafałem Trzaskowskim (PO), walczących o fotel prezydenta Warszawy, można odnieść wrażenie, że wybory samorządowe w Polsce w 2018 r. to wyjątkowo twarda polityka. Niektórzy politolodzy i dziennikarze mówią nawet o najbardziej upolitycznionych wyborach samorządowych w XXI wieku. Czy rzeczywiście tak jest i czy na pewno musi oznaczać to coś złego?
UŁ komentuje: Zapomniane słowa - Kołomyja

temu

Geneza tego słowa ma o wiele milsze skojarzenia niż obecne jego konotacje. Kołomyja - to najnowszy wyraz w naszym cyklu. Postaramy się wszystko logicznie wytłumaczyć, żeby rzeczonej kołomyi uniknąć. 
UŁ komentuje: Zapomniane słowa: banialuki

temu

O kimś, kto opowiada o rzeczach zmyślonych, pozbawionych sensu, głupich, mówi się czasem, że plecie banialuki. Dobrą ilustracją użycia tego funkcjonującego współcześnie zazwyczaj w liczbie mnogiej rzeczownika  może być jeden z wielu fragmentów zamieszczonych w Narodowym Korpusie Języka Polskiego, pochodzący z pamiętników Marii Dąbrowskiej: „Piątek Odwilż. Dżydżysto i ciepło. Noc spokojna. Dziwne i bezsensowne sny. Myszy, ściskane w ręku, i tym podobne banialuki”. Banialuki a zatem rzeczy niestworzone, brednie, wreszcie androny, na które pewnie przyjdzie czas w naszym cyklu.
UŁ komentuje: Edukacja alternatywna - przeciwieństwo tradycyjnej szkoły?

temu

Nauka nie ma problemu z analizą istoty edukacji alternatywnej. Geneza alternatyw edukacyjnych jest niezależna od uwarunkowań terytorialnych, politycznych, społecznych i gospodarczych. Nie istnieje żadne „obiektywne” kryterium przynależności do nurtu edukacji alternatywnej, gdyż wiąże się ona z samorealizacją twórczego pedagoga lub z subiektywnym wyborem i poczuciem przynależności do szkoły, reformatora poprzez uczestnictwo i tworzenie odmiennych od powszechnie dominujących modeli kształcenia - tekst naszego eksperta, prof. Bogusława Śliwerskiego.
Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.